10 września 2010

Danuta Marcinkowska. Piaskownica.

Wydane przez
Wydawnictwo Replika

Danuta Marcinkowska pozwala swojej bohaterce spełnić marzenie, jakie z Nataszą dzielą zapewne wszystkie (albo większość) młodych matek wyrwanych przez narodziny potomka z życia zwanego zawodowym. Pewnego ranka kobieta spędzająca dotychczas dnie na walce o to, by względnie bezpiecznie i z choćby minimalnym zapasem sił dobrnąć do wieczornego układania dwuletniego synka do snu, budzi się w ciele swojego męża - dość zarozumiałego i szalenie ortodoksyjnego w poglądach na podział ról w rodzinie - pracownika wyższego szczebla w korporacji. Owa zamiana przynosi nieoczekiwane skutki - Natasza docenia pracę męża, a Olaf, który raczej nie miewał okazji do samodzielnej opieki nad dzieckiem, doskonale odnajduje się w roli ojca i motywuje matki spotykane na placu zabaw do aktywności.

Pomysł Autorki dotyczący tematyki książki jest ciekawy, zawiązanie akcji powieści także, ale moje wątpliwości wzbudziło poprowadzenie losów Nataszy i Olafa. Jeśli by przyjąć, że opisane wydarzenia są przedstawieniem onirycznym, że bliżej im do marzeń niż do rzeczywistości, to wówczas chętnie uwierzę w historię Danuty Marcinkowskiej. Jeśli jednak w zamyśle Autorki powieść ma odzwierciedlać coś bardziej realnego niż sen spełniający pragnienia, to trudno mi przyjąć owe szczęśliwe przemiany nie okupione ciężką pracą. Zastanawiam się też nad tym, kogo ze swoich bohaterów Danuta Marcinkowska lubi bardziej i mam niejasne poczucie, że większą sympatią Autorki cieszy się Olaf, co do którego mam bardzo zdystansowane podejście.

Dawno już nie spotkałam się z książką, która wzbudziłaby we mnie tyle emocji związanych z prostą klasyfikacją: "podoba mi się" - "nie podoba mi się". "Piaskownica" wyrzuciła mnie z utartych torów, namieszała w  spokojnym życiu mola książkowego, który pożera ze smakiem kolejne książki znajdując wśród niezliczonych tomów na półkach bibliotecznych i księgarskich te, które trafiają w gusta, sprawiła, że chętnie bym się z Wami o te książkę pokłóciła.

Podsumowując - książka, którą warto przeczytać:-)

2 komentarze:

poczytajka pisze...

Książka już czeka na swoją kolej na mojej półce, więc pewnie już niedługo będziesz miała okazję pokłócić się z kimś o nią. A jako że jestem skorpionem, to chętnie skorzystam z okazji ;)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Poczytajko,
to czytaj szybciutko, bo muszę mieć z kim podyskutować;)))