07 września 2010

Roger Scruton. Kultura jest ważna.

Wydane przez
Wydawnictwo Zysk i S-ka


Scruton pisze o kulturze i - zgodnie z tytułem książki - broni kultury i to broni porządnie. Oczywiście Scruton klarownie wyjaśnia czego broni. Kultura, zdaniem Scrutona, to samoświadomość cywilizacji, to coś, co "utrwala pamięć o pewnej formie przynależności społecznej i czyni z niej coś naturalnego, niezmiennego i przyjaznego".

Scruton pisze o kulturze wysokiej, o zachodniej kulturze wysokiej i tej kultury broni. Przed kim lub przed czym Scruton broni kultury? Ano przed relatywizmem, przed nihilizmem, czyli - mówiąc najogólniej - przed czymś, co nazywa kulturą odrzucenia.

Książka na niewielkie rozmiary i liczy sobie zaledwie 130 stron, ale ta mała książeczka to wielka szarża Scrutona. Robert H. Bork ma rację, kiedy stwierdza, że "Scruton napisał agresywny, prowokacyjny i przekonujący kontratak przeciwko nihilizmowi współczesnych intelektualistów, którzy odrzucają kulturę wysoką Ameryki i Zachodu".

Scruton rzeczywiście kontratakuje i robi to znakomicie. Pisze o literaturze, o muzyce, o architekturze, o malarstwie, o edukacji. Pisząc o muzyce - broni tonalności; pisząc o innych dziedzinach sztuki - broni chociażby malarstwa figuratywnego. To, czego Scruton broni, ma ścisły związek z jedną z głównych tez książki, a mianowicie z tezą, że kulturę trzeba oceniać; co więcej - według Scrutona "kultura w pewnym sensie składa się z ocen i istnieje po to, żeby przekazywać zwyczaj oceniania z pokolenia na pokolenie".

W dzisiejszych czasach ocenianie nie jest dobrze widziane, a już ocenianie fenomenów takich jak kultura, cywilizacja czy sztuka, może być nawet niebezpieczne. Scruton pisze:

"Wszystko to całkowicie się zmieniło. Zamiast obiektywizmu mamy tylko 'intersubiektywizm' - innymi słowy, konsensus. Prawdy, sensy, fakty i wartości uchodzą a dzisiaj za negocjowalne. Najdziwniejsze jest jednak to, że mętnemu subiektywizmowi towarzyszy energiczna cenzura. Ci, którzy zastępują prawdę konsensusem, szybko zaczynają odróżniać konsensus prawdziwy od fałszywego."

Dobrze jest poczytać Scrutona, który utrzymuje, żę coś jest ważniejsze, a coś innego jest mniej ważne, że coś jest bardziej, a coś innego mniej wartościowe. Czytanie takich tekstów odświeża.

5 komentarzy:

kornwalia pisze...

Coś dla mnie, świetna sprawa! Twórcy tworząc mają świadomość i muszą ją mieć, że będzie to oceniane. Inaczej kultura/sztuka byłaby jakimś obłym tworem, gdzie nieważne co w niej jest godne uwagi, a co przeminie po latach, bo wszystko jest w niej "ważne" i "potrzebne".

owarinaiyume pisze...

Interesująca książka, jak się zdaje, zważywszy, że teraz tzw. kultura wysoka jest notorycznie spychana przez popkulturę (czyli to, co łatwe, lekkie i "przyjemne", ale nie wymagające wysiłku intelektualnego) - widać to dobrze choćby w szkole czy w mediach ; )
Cóż, świat dąży do relatywizmu od wieków. Instytucja "kanonu" chyba się już przejadła czy może raczej kanon ogólnokrajowy, ogólnonarodowy, ogólnoświatowy ustąpił miejsca indywidualnym kanonom.
Chyba trochę zboczyłam z tematu^^''
Pozdrawiam serdecznie!

smootnyclown pisze...

kurde, no, chciałem sobie nawet strzelić tę książkę. Ale troszkę przeraża mnie stosunek ceny do objętości (ew. na odwrót:)) i naprawdę nie wiem, czy mi się to opłaca.
Tym bardziej, że - z tego co się orientuję - tematyka znajduje się na obrzeżach moich zainteresowań...

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Kornwalia,
cały kłopot polega na tym, że jest coraz mniej ludzi skłonnych jakichkolwiek ocen;)

Owarinaiyume,
nie zboczyłaś z tematu:) Pozdrawiam:)

Smootnyclown,
a z tego, co ja się orientuję, to książka leży w środku Twoich zainteresowań, bo tam jest pełno o Foucault, czy innym Rortym;) Ale może coś mi się pomyliło;)

montgomerry pisze...

książka oczywiście jak znalazł dla mnie:)
pozdrawiam serdecznie