Przejdź do głównej zawartości

Ku rozczuleniu...







poniedziałek, 11 lutego 2008

Komentarze:

hersylia810
2008/02/11 20:56:58
Zatkało mnie... ten ogonek, ta buzia, te łapeczki i brzuszek, no sama słodycz!
olianka
2008/02/11 21:09:41
Czy to Sisunia? Czy to najprawdziwsza maleńka Sisunia? Słodzizna!
henio75
2008/02/12 01:05:37
Przytulić, przytulić, przytulić...
bezstresowe wychowanie.
A różowe łapki niedomyte.
:)
mbmm
2008/02/12 07:44:42
Hersylio,
rozumiesz już czemu nie mogłam się oprzeć Sisulowi, gdy wybierałam z kilkorga kociąt? I jeszcze oczy miała takie na całą głowę (jak na shreku).
Olianko,
dzięki:)))
Henio,
kocie dziecko śpi, to jakże nie przytulić?;) A łapki już takie zostały;)
zwergdani1
2008/02/12 10:44:01
o Boziuuuuuuuu-jak sie nie zakochac i natychmiast nie zabrac do domu i kochcac, kochac i jeszcze raz kochac-toz maly kociaczek to sama slodycz
mosame
2008/02/12 13:47:46
Coś rozkosznego, zwłaszcza na tej ostatniej fotce :)))
mbmm
2008/02/12 21:22:35
zwergdani1,
:)
mosame,
ja lubię też to zdjęcie, gdzi Sisi wygląda jakby buzię miała narysowaną kolorowymi kredkami (środkowe).
Gość: sbecia, 90-156-66-207.magma-net.pl
2008/02/18 17:23:28
No własnym oczom nie wierzę... Twoja Sisi to wypisz wymaluj moja Balbina - też trikolor, też na sierści "dachowca" porozrzucane rude łaty, normalnie jakbym swojego kota widziała! Tyle że moja już trochę więcej latek ma:) Nie mam niestety żadnego zdjęcia na kompie, ale może w najbliższym czasie zeskanuje i podeśle.
A tymczasem - dużo radości z życia z Sisi.
B.
havvah
2008/02/18 20:30:45
Oj, nie wiesz nawet, jak Ci zazdroszczę tych zdjęć. Aarona wzięliśmy już jako podrostka (8 miesięcy) i w związku z tym strasznie żałuję, że nie nigdy nie widziałam go takiego małego, że się w dłoniach mieści...(chlip)
mbmm
2008/02/18 21:35:26
Sbeciu,
czekam na zdjęcie:)Kiedyś ktoś (chyba Henio) pokazał mi zdjęcie rodzinnego kota - też podobny do Sisulki).
Havvah,
ale zawsze możesz go sobie wyobrazić:) A urody mu przeciez nie brak:)))

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

Wygrywajka

Dziś, w dniu moich urodzin, do wygrania dwie książki: Książkę  Marcina Wrońskiego udostępnił KDC , książkę  Danuty Noszczyńskiej -  SELKAR , za co bardzo dziękuję:) Proszę w komentarzu zostawić wiadomość zawierającą tytuł książki, w losowaniu której chcecie wziąć udział. Losowanie odbędzie się w niedzielę o 8:00. Zapraszam serdecznie:) *   *   * WYLOSOWANO :-D Officium Secretum. Pies Pański. Mogło być gorzej Gratuluję i proszę o kontakt na m1b1m1m@gmail.com :)

Daphne Du Maurier. Rebeka

Gdybym była damą w kapeluszu pijącą z przyjaciółką herbatę na tarasie w letnie popołudnie powiedziałabym o ksiażce: "Jakie to angielskie...". Młoda dziewczyna, podróżująca ze starszą, zgryźliwą, ciekawską kobietą dociera do Monte Carlo, gdzie poznaje zamożnego Maxima de Wintera, właściciela uroczej posiadłości Manderley, owdowiałego przed niespełna rokiem. Gdy starsza pani choruje, Maxim zaczyna opiekować się dziewczyną, a w dniu, w którym obie panie zamierzaja opuścić Monte Carlo, prosi ją o rękę. Młoda pani de Winter ma kłopoty z aklimatyzacją w nowym miejscu, wśród nowych ludzi, w nowej roli. Nie pomaga jej w tym zarządzająca domem niania pierwszej, tragicznie zmarłej, pani de Winter. Mąż nie dostrzega rozterek żony, wciąż walczy z upiorami przeszłości. Gdy dziewczynę ogarnia zniechęcenie i przekonanie, że ona nigdy nie dorówna Rebece, którą zachwycaja się wszyscy, pewnien splot okoliczności ukazuje jej zupełnie inne oblicze pierwszej pani de Winter. Ta wiedza wzmacnia ją ...