Przejdź do głównej zawartości

Poranek z kotem w roli głównej

Sisuleńka, gdy wczoraj zobaczyła, że przygotowuję sobie łóżko do snu, wskoczyła do swojego koszyczka i też zapadła w objęcia Morfeusza. I spała tak do czwartej. Około czwartej zauważyła ruch w naszej sypialni, jedno z nas się kładło, inne wstawała na momencik, i postanowiła też pouczestniczyć w życiu rodziny. Sił starczyło jej na tyle, aby dojść do fotela. Zabrałam ją stamtąd, żeby się poprzytulać i szybciej zasnąć. Kotek dał się głaskać po brzuchu i zaczął burczeć. Jak kombajn bizon. Poburczała troszkę przy mnie i poszła poburczeć przy Z. Potem poszła szukać jedzenia. Z łóżka wskoczyła na stół, ze stołu na fotel, wspięła się delikatnie na koci koszyk i z koszyka przeszła na parapet, gdzie stoją kocie miski (gdyby stały na podłodze zwierzątki mogłyby walczyć o prawo do miski). Kotelka ze zdumieniem odniosła się do faktu, że na parapecie jest tylko jedna miska i to w dodatku tylko ta z wodą. Zakwiczała niezadowolona, co skłoniło mnie do kolejnego podniesienia się z łóżka i zadbania o strawę swojego ukochanego strzępiona. Karmienie odbyło się w kuchni. Powoli zapadałam w sen. Wtem radosnym galopem do pokoju wpadła Sisi i zaczęła grzebać w kuwecie. Efekt grzebania był taki, że znów musiałam wstać. Koło 6 usłyszałam, że wstaje Mama – mogłam spokojnie zasnąć, gdyż ciekawski Sisulek poszedł sprawdzać jak Pani M. robi sobie kawę.

wtorek, 31 lipca 2007

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

Wygrywajka

Dziś, w dniu moich urodzin, do wygrania dwie książki: Książkę  Marcina Wrońskiego udostępnił KDC , książkę  Danuty Noszczyńskiej -  SELKAR , za co bardzo dziękuję:) Proszę w komentarzu zostawić wiadomość zawierającą tytuł książki, w losowaniu której chcecie wziąć udział. Losowanie odbędzie się w niedzielę o 8:00. Zapraszam serdecznie:) *   *   * WYLOSOWANO :-D Officium Secretum. Pies Pański. Mogło być gorzej Gratuluję i proszę o kontakt na m1b1m1m@gmail.com :)

Daphne Du Maurier. Rebeka

Gdybym była damą w kapeluszu pijącą z przyjaciółką herbatę na tarasie w letnie popołudnie powiedziałabym o ksiażce: "Jakie to angielskie...". Młoda dziewczyna, podróżująca ze starszą, zgryźliwą, ciekawską kobietą dociera do Monte Carlo, gdzie poznaje zamożnego Maxima de Wintera, właściciela uroczej posiadłości Manderley, owdowiałego przed niespełna rokiem. Gdy starsza pani choruje, Maxim zaczyna opiekować się dziewczyną, a w dniu, w którym obie panie zamierzaja opuścić Monte Carlo, prosi ją o rękę. Młoda pani de Winter ma kłopoty z aklimatyzacją w nowym miejscu, wśród nowych ludzi, w nowej roli. Nie pomaga jej w tym zarządzająca domem niania pierwszej, tragicznie zmarłej, pani de Winter. Mąż nie dostrzega rozterek żony, wciąż walczy z upiorami przeszłości. Gdy dziewczynę ogarnia zniechęcenie i przekonanie, że ona nigdy nie dorówna Rebece, którą zachwycaja się wszyscy, pewnien splot okoliczności ukazuje jej zupełnie inne oblicze pierwszej pani de Winter. Ta wiedza wzmacnia ją ...