Gdybym była damą w kapeluszu pijącą z przyjaciółką herbatę na tarasie w letnie popołudnie powiedziałabym o ksiażce: "Jakie to angielskie...". Młoda dziewczyna, podróżująca ze starszą, zgryźliwą, ciekawską kobietą dociera do Monte Carlo, gdzie poznaje zamożnego Maxima de Wintera, właściciela uroczej posiadłości Manderley, owdowiałego przed niespełna rokiem. Gdy starsza pani choruje, Maxim zaczyna opiekować się dziewczyną, a w dniu, w którym obie panie zamierzaja opuścić Monte Carlo, prosi ją o rękę. Młoda pani de Winter ma kłopoty z aklimatyzacją w nowym miejscu, wśród nowych ludzi, w nowej roli. Nie pomaga jej w tym zarządzająca domem niania pierwszej, tragicznie zmarłej, pani de Winter. Mąż nie dostrzega rozterek żony, wciąż walczy z upiorami przeszłości. Gdy dziewczynę ogarnia zniechęcenie i przekonanie, że ona nigdy nie dorówna Rebece, którą zachwycaja się wszyscy, pewnien splot okoliczności ukazuje jej zupełnie inne oblicze pierwszej pani de Winter. Ta wiedza wzmacnia ją ...
Komentarze
wspólnie wyławiały mi z garnka kabanosy - Rudi naciskał łapka pokrywkę w taki sposób, że ta podnosiła się jedna stroną umożliwiając Księżniczce włożenie do garnka łapki i wyłowienie kiełbaski :]
spryciarze;)))
oraz lubi być śpiochem ludzkim- śpi jak my-obok mnie łepek na podusi, reszta normalnie na łóżku wyciągnięta;] i tak całą noc - a ja mam połowę swojej połowy wyrka do dyspozycji...
próbuję sobie wyobrazić kota w roli dzikiego słoniątka i stwierdzam, że moja wyobraźnia ma pewne granice;)))
Roxi,
nasze kotki (aktualnie trzy) też świetnie czują się w roli spacza. Tak świetnie, że aż zaraźliwie - właśnie się obudziłam;))) Rola przeciągu - świetne określenie:)
Gusia zdecydowanie ma w sobie coś z pantery;))) Sisulka poświęca się myciu Luluni, chyba z miłości:) A Lulu - może i tęskni, ale za to ma kocie towarzystwo:)