Przejdź do głównej zawartości

Wspominki

Minął kilka dni temu rok odkąd Sisi i my staliśmy się rodziną. Wczoraj minął rok od pierwszego pokazania Sisulka w sieci. Pora zatem na wspominki...
Wracając do domu, pojechaliśmy pod dom Pani od Sisulki. Z Panią wymieniłyśmy: ona mi kotka, ja jej złocisza. Sisulka schowała się pod marynarkę Z. i tak już dotransportowana została do domu. I cały weekend spędziliśmy wodząc maślanym wzrokiem za puszystą kuleczką.
Pierwsze szczepienia, podróż do Mamy i do Lulusia. Wielka wyprawa nad morze.
Kotelka coraz większa, wieczorami rozgrywała ze Z. mecze w piłkę nożną (ona trenowała łapanie piłki).
W czasie Bożego Narodzenia obśmiewaliśmy się co chwila – Sisi uznała, że choinka jest idealnym dla niej miejscem.
Operacja i zakołnierzony kot. Spaliśmy przez kilka dni na zmianę bojąc się, że Sisi rozliże ranę, a my nie zauważymy.
Spacery po plaży. Kolejne podróże, podczas których Sisi spała grzecznie w koszyku.
Objawy czułości coraz trudniejsze do nazwania przyjemnymi – jęzorek działający jak peeling, Kocilka drepcząca po nas coraz cięższa.
Nie wyobrażamy sobie codzienności bez Sisi. Pewnie będzie kiedyś taki dzień, że tak będzie trzeba, ale teraz wszyscy troje mamy mnóstwo chęci i zapału, żeby cieszyć się sobą wzajemnie: my Sisi, Sisi nami.

poniedziałek, 10 września 2007

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Magdalena Okraska, Nie ma i nie będzie

Z dużym zainteresowaniem sięgnęłam po tę książkę, bo zanim do mnie dotarła przez sieć przetoczyła się dyskusja zwolenników i przeciwników tego, jak Magdalena Okraska o miastach opuszczonych przez dające zatrudnienie przedsiębiorstwach pisze. A jakie jest moje zdanie? Ta historia to wiele pięćdziesiątek wódki, udek kurczaka, cudzych kołder w cudzych domach (nigdy nie śpię w hotelach, śpię u bohaterów), długich rozmów i krótkich puent. To kilometry pokonane busikami, albumy rodzinne, lokalne biblioteki i lokalne mordownie. Pojechałam do nich i powiedziałam "Opowiedz mi". Tak kończy się jeden z tekstów wprowadzających do rozdziałów poświęconych poszczególnym miastom. Wraz z autorką odwiedzamy Wałbrzych, Włocławek, Będzin, Szczytno i kilka innych miejscowości, których przeszły rozwój osadzony był na istniejącym, prężnie działającym i rozwijającym się przedsiębiorstwie, a które wraz z jego likwidacją podupadły. Magdalena Okraska rozmawia zatem z mieszkańcami i tymi, którzy już owe...

Spacer po Sudetach, czyli kilka słów podsumowania.

Wyruszyłam ze Świeradowa Zdroju i z każdym krokiem oddalającym mnie od centrum i hałasu dobiegającego z okolicznych budów czułam się coraz lepiej. Cisza i pustka to zdecydowanie przestrzeń mi sprzyjająca. Oczy mi ciągnęło do błyszczących kamieni pod nogami, a całą sobą dostrajalam się do otaczającego mnie lasu. Im głębiej w Izery, tym więcej rowerzystów, ale urok Hali Izerskiej i obserwacja ludzi zajadających się popisowym daniem Chatki Górzystów nastrajały mnie bardzo pozytywnie. Gdy przy Stacji Turystycznej Orle okazało się, że będę spała w starym drewnianym domu, sama w wieloosobowym pokoju, uśmiechnęłam się szeroko. Obejrzałam wystawę, zjadłam niezbyt ciepłą acz smaczną zupę i zakończyłam długi dzień. Dzień kolejny okazał się być jeszcze dłuższy. W Jakuszycach o moje dobre nastawienie zadbała kawa w hotelowej restauracji i piękna droga przez las tuż za Jakuszycami. Karkonoski Park Narodowy rozpoczął się kaskada wodną, przy której można przycupnąć, by kupić bilet. Chwilę...

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...