Gdybym była damą w kapeluszu pijącą z przyjaciółką herbatę na tarasie w letnie popołudnie powiedziałabym o ksiażce: "Jakie to angielskie...". Młoda dziewczyna, podróżująca ze starszą, zgryźliwą, ciekawską kobietą dociera do Monte Carlo, gdzie poznaje zamożnego Maxima de Wintera, właściciela uroczej posiadłości Manderley, owdowiałego przed niespełna rokiem. Gdy starsza pani choruje, Maxim zaczyna opiekować się dziewczyną, a w dniu, w którym obie panie zamierzaja opuścić Monte Carlo, prosi ją o rękę. Młoda pani de Winter ma kłopoty z aklimatyzacją w nowym miejscu, wśród nowych ludzi, w nowej roli. Nie pomaga jej w tym zarządzająca domem niania pierwszej, tragicznie zmarłej, pani de Winter. Mąż nie dostrzega rozterek żony, wciąż walczy z upiorami przeszłości. Gdy dziewczynę ogarnia zniechęcenie i przekonanie, że ona nigdy nie dorówna Rebece, którą zachwycaja się wszyscy, pewnien splot okoliczności ukazuje jej zupełnie inne oblicze pierwszej pani de Winter. Ta wiedza wzmacnia ją ...
Komentarze
Jak się podoba Warszawa? Będę tam znowu w piątek. W tej chwili już ją lubię, ale początkowo... hmmm.
Pozdrawiam i życzę miłego zwiedzania
Kiedyś źle się czułam w Warszawie. Później, mieszkająca tu siostra, pomogła mi je oswoić.
Teraz, po kilku miesiącach mieszkania w aglomeracji, brak mi zachwytu nam Warszawaą - dużym miastem. Dostrzegam to, co w niej ładne, ale wciąż nie umiem dostrzec, co sprawia, że niektórym przyjemnie się tu mieszka;;)))
Co Pani studiuje?:)
świetnie:)
Mnie się marzy praca w bibliotece, ale z powodu konieczności kończenia kolejnych studiów chyba dam sobie spokój, przynajmniej na razie (drogo jest).
Gratuluję:)